Poza granicami Polski ale nie tylko część trzecia

Wpisy

  • wtorek, 11 grudnia 2018
    • Myśli organizacyjne 11,12,2018 r.

      Nie jestem specjalnie zadowolona z momentu w którym otwieram czwartą edycję mojego bloga. Trzecią część kończę na najlepszej pozycji jaką udało mi się zająć w statystykach moich ulubionych.Screenshot_107

      Jednak limit zdjęć wyczerpałam, a odnawiana ilość co poniedziałek to dla mnie za mało. Od momentu założenia dziennika osobistego w formie bloga ( 01.01.2013 r) minęło prawie 6 lat. Czyli średnio limitu wystarcza mi na niecałe dwa lata.

      Ciekawa jestem jak długo będę musiała się starać żeby powrócić do pierwszej setki blogów na bloxie. Pisać będę dalej swój dziennik a jaki on będzie scenariusz napisze życie.

      Nie będzie żadnych problemów ze znalezieniem mnie. Oto nowy adres. Taki sam tylko 4 zastąpiła 3.

      http://luciabloxitalia4.blox.pl/html

      Dodatkowo utworzyłam bezpośrednie przejście z tego bloga. Wystarczy kliknąć w bocznej szpalcie pod " ZAPRASZAM" nazwę bloga " Poza granicami Polski ale nie tylko część czwarta"  i znajdziecie się w nowej części.

      A w komentarzu linki do albumów z San Marino. 2 pierwsze. Pozostałe już na nowym starym blogu. Jest już czynny zapraszam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli organizacyjne 11,12,2018 r.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 grudnia 2018 13:33
  • poniedziałek, 10 grudnia 2018
    • Myśli powycieczkowe 10.12.2018 r. część 1

      SAN MARINO

      Przede wszystkim dziękuję za życzenia miłej wycieczki. Chyba tylko dzięki tym życzeniom doszła ona do skutku. Wieczorem przygotowałam wszystko na drogę i wczesny poranek. I całe szczęście, bo po raz pierwszy w życiu mój telefon mnie nie obudził. Nie zadzwonił. Zawsze nastawiam dwa. Tym razem naładowałam drugą komórkę i nie chciało mi się jej załączyć, bo traktowałam ją, jako awaryjny aparat fotograficzny. Nastawiłam budzik na 5 rano i na własne oczy to widziałam. Mam jednak budzik wewnętrzny. Pierwszy raz popatrzyłam na zegarek po przebudzeniu. Było przed 4 rano.

      - Jeszcze czas.  - Pomyślałam. I naturalnie usnęłam.  

      Kiedy popatrzyłam po raz drugi była 5.32. A autobus mięliśmy 5.55.

      Ależ było tempo. W dziesięć minut byliśmy gotowi i kolejne 5 minut i w samochód. Na szczęście to blisko. Tak, że byliśmy punktualnie i 10 minut czekaliśmy na nasz autobus.

      Stres jednak mnie nie opuszczał cały dzień. Już w autobusie nie zasnęłam tylko słuchałam rozmów włoskich.

      A o czym one były? Dookoła i panie ze sobą, ( co nic dziwnego tutaj), ale i panowie miedzy sobą tylko o jedzeniu. Co lubią, co jedzą i co gotują? Tak, że o godz. 8.30 postój na autogrillu na śniadanie.

      Oczywiście mam fotkę obowiązkową. IMG_8561

      IMG_8562 Jak widać jestem ciepło ubrana ( na dworze rano było 4 stopnie), ale kurtkę mam rozpiętą i włosy uczesane. Rano nie miałam czasu i zostawiłam rozpuszczone. J

      Byliśmy już niedaleko San Marino. Pierwsze zdjęcia zrobiłam z autobusu.IMG_8565

      IMG_85671

      IMG_8574

      IMG_8578

      IMG_8577 Jechaliśmy aż na szczyt Monte Titano, gdzie znajduje sięSan Marino antyczne. Droga zakrętami przypominała wjazd na Monte Cassino.

      Zaparkowaliśmy i okazało się, że jest taki wiatr, jakiego w życiu ani ja ani V. nigdy nie doświadczyliśmy. Dosłownie urywało głowę i nie był on najcieplejszy z wiatrów. Oto ja pozapina już na wszystkie zamki i z golfem na uszach.IMG_8635

      IMG_8636

      IMG_8690

      IMG_8618

       O sile wiatru niech świadczy fakt, że ponad stukilogramowego V. dwa razy prawie zbiło z nóg. Po raz pierwszy w życiu nie narzekałam na ciężar torebki z wodą do picia i kluczami V. aparatami i różnymi rupieciami potrzebnymi kobiecie zawsze. A aparat fotograficzny miałam zamotany wokół nadgarstka, bo wiatr go wyrywał z ręki.

      Zanim pozwiedzamy załatwię sprawę cen. Otóż benzyna dużo tańsza. Papierosy minimalnie. Zegarki tańsze a co do perfum. Otóż te, które miały napis „ oryginalne” kosztowały 5 euro. I za taką cenę nie ma oryginalnych perfum klasy „Chanel 5”. W perfumeriach natomiast ceny zbliżone do cen np. w „Acqua Sapone”. To sobie darowałam. V. kupił sobie kolejny zegarek i kupiliśmy tabliczkę czekolady długości 1 metra.

      A teraz zwiedzamy.IMG_8622

      IMG_8627

      IMG_85981

      IMG_8597

      IMG_8589 Podobało mi się w San Marino. Szliśmy na szczyt wzgórza zamkowego mijając przeróżne urokliwe miejsca. Pierwsze szopki.IMG_85991 Dużo posągów. IMG_8612

      IMG_8611Tę naguskę.IMG_8606 V. sobie obfotografował ze wszystkich stron.

      Językowy konglomerat. Były i autobusy z Polski. Wszyscy w kapturach jak mieli albo skuleni przed wiatrem.  Zwiedziliśmy z zewnątrz zamek i dziedziniec,IMG_8637

      IMG_86472

       bo na łażenie po blankach w taką  pogodę, a słońce oślepiało nikt nie miał ochoty. A chciałam zobaczyć bazylikę. Zobaczyłam, ale zdjęć nie mam, bo trwała msza. Natomiast na placu katedralnym usiłowała dać pokaz musztry orkiestra wojskowa. Na sam koncert uciekli pod kolumnadę katedralną . Na placu były też ogromne świece adwentowe.

      W końcu orkiestra znalazła swoje miejsce i zabrzmiało Jingle Bells. V. ma nagrane video  z tym fragmentem.

      Potem obiad i czas było schodzić do autobusu. Zeszliśmy innym zejściem koło  kolumny, która widziałam z dołu. Stanowczo za malo czasu było na San Marino, ale to okazało się dopiero w Candelara…

      Ostatnie spojrzenie z autobusu. Tam spacerowaliśmy. 

      I właśnie dostałam informację, że wyczerpał mi się limit zdjęć. Czyli czas założyć blog numer 4.

      A zdjęcia z San Marino tylko na fb. W komentarzu podam jutro link.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli powycieczkowe 10.12.2018 r. część 1”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 grudnia 2018 16:11
  • sobota, 08 grudnia 2018
    • Myśli przedświąteczne ( już) 8.12.2018 r.

      Popołudniu pojechaliśmy pooglądać oświetlone San Benedetto. Trzeba jakoś ten czas spędzać.Jednak jakoś jeszcze nie specjalnie mnie to zachwyca. Chyba się przyzwyczaiłam a specjalnie nowości nie widać.

      A, że lubię porządek i w tygodniu powinnam mieć 7 wpisów, to za jutrzejszy ( może oszukam statystykę bloxa :)  ) postanowiłam wkleić tę obiecaną nową piosenkę Raffaelli Carra nagraną na Boże Narodzenie.

      Tytuł" " Chi h'a detto"  a mój własny " Tira vento di Natale".

      To słuchamy. Ja też.

      I jak. Sympatyczna prawda.

      To teraz naprawdę: Do poniedziałku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli przedświąteczne ( już) 8.12.2018 r. ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      sobota, 08 grudnia 2018 19:07
    • Myśli ( niewesołe ) grudniowe 8.12.2018 r.

      Dziś świąteczny dzień w Italii. Kiedy przypada w tygodniu jest dniem wolnym od pracy. Immacolata czyli Kościół Katolicki świętuje uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny .Od dzisiejszego dnia rozpoczyna się we Włoszech czas przed bożonarodzeniowy. Powinien być radosny. Tymczasem znów wielka tragedia w Italii.

      6 ofiar śmiertelnych 120 rannych w tym 12 bardzo ciężko. I  prawie wszystko to młodzież a nawet dzieci, bo jak nazwać czternastolatków. Ta tragedia wydarzyła się w nocy w dyskotece. Ktoś rozpylił gaz pieprzowy i panika spowodowała koszmar. Inna sprawa to co o 1 w nocy robią takie dzieciaki w dyskotece. Italia stanowczo za małą wagę przywiązuje do wychowania dzieci. 

      Życie jednak toczy się dalej i my również poszliśmy na spacer po centrum San Benedetto. Zapraszam na foto reportaż z jakich mój blog słynie. Pierwszy raz zrobiłam zdjęcie u wylotu deptaku przy fontannie, bo na tle kropelek wody spodobały mi się grudniowe różę.IMG_8528

      IMG_8527Glicynia wciąż jeszcze ma liście, chociaż kolor mocno jesienny. Zawsze pamiętam jej przecudowne kiście fioletowych kwiatów.IMG_8529 W tle widać kiermasz świąteczny. Rękodzieło i wyroby własne.IMG_8530Budowany był też kramik na słynną porchettę.IMG_8533

      IMG_8532Psie piękności też na spacerze w nowych wdziankachIMG_8531 a i choinki na swoim miejscu.IMG_85351 Ponieważ z racji dnia świątecznego i procesji a zaczął padać deszcz weszliśmy do kościoła.Specjalnie nie podaję pod jakim wezwaniem, bo mam wątpliwości. Nie byłam w nim jeszcze.IMG_8539

      IMG_8542

      IMG_8537

      IMG_8536 Na uwagę zasługują cztery adwentowe świece i miejsce przygotowane dla Dzieciątka Jezus, które pojawi się w żłobku 24 grudnia o północy.IMG_8541Deszcz jakby ustał więć idziemy dalej urokliwą uliczkąIMG_8544

      IMG_8543 z kamieniczką jakich tu nie brakujeIMG_85451 a nawet za ogrodzeniem widać niewielki ogródek. IMG_8547Na trasie spacerowej pojawia się kolejny nieznany mi kościół. To kościół Padri Sacramentini przy ich Instytucie. naturalnie wchodzimy, bo my lubimy oglądać kościoły.IMG_8550

      IMG_8553 Na drzwiach od środka informacja, że jest tutaj piękny zabytkowy obraz.IMG_8552 Po jakimś czasie znajduję go wysoko nad wejściem. IMG_8551I tutaj świece adwentowe i kołyska dla Jezuska. Tylko zamiast sianka czerwone róże.IMG_85491Zaglądamy jeszcze na dziedziniec Instytutu,IMG_8554

      IMG_8555

      który jak opowiada V. organizuje mnóstwo zabaw dla dzieci i młodzieży. IMG_8557Właśnie tu na dziedzińcu. Nad dziedzińcem czuwa Madonnina.IMG_8556

      Deszcz przeszkadza w spacerze. Zawracamy IMG_8558kryjąc się pod balkonami do samochodu.

      Po chwili rzeczywiście się rozlało. Raz słonce i 14 stopni, raz deszcz.

      Jaka pogoda czeka nas jutro/ Wyjeżdżamy o 5.55. Tak, że chyba jutro na blogu cisza. A w poniedziałek kolejne myśli. Już przedświąteczne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli ( niewesołe ) grudniowe 8.12.2018 r. ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      sobota, 08 grudnia 2018 15:00
  • piątek, 07 grudnia 2018
    • Myśli grudniowe 7.12.2018 r.

      Dzisiejsza opowiastka ma bohaterów.

      1. ZĄB V,

      2. WŁOSKA  SŁUŻBA ZDROWIA

      Miejsce akcji:

      Ascoli Piceno

      Akcja rozpoczęła się wczoraj.

      A było to tak.

      Kiedy odzyskiwałam uśmiech w spółdzielni dentystycznej V, w ramach dni otwartych też zaliczył kontrolę uzębienia. Znaleziono ząb nadający się do kasacji. O ile za kasację mojego policzono 70 euro to ząb osobistego a właściwie jego pozbycie się wyceniono na 156 euro.

      Jak wiadomo mój uśmiech kosztował 240 euro a więc V. postanowił poczekać z tym usuwaniem.

      V. tak, ale nie ząb, który z zazdrości o mój ząb postanowił sam się usunąć. Jednak nie do końca tak zrobił. Zwyczajnie się ułamał.

      V. postanowił wykorzystać włoską służbę zdrowia. Bezpłatną dla posiadających stosowne świadczenia.

      Wczoraj pobraliśmy skierowanie do dentysty od lekarza rodzinnego. W ambulatorium przyszpitalnym pani skontrolowała skierowanie i stwierdziła, że nie ma lekarza i najlepiej iść na oddział dentystyczny w szpitalu. Wyjechaliśmy na III piętro z owym skierowaniem. Tam stwierdzono, że nie jest ono precyzyjne i nie napisano, że trzeba ząb usunąć i że jes to wypadek czyli nagły przypadek. A w ogóle to i tak lekarz operuje. Ewentualnie to skierowanie potraktuje się  jako zamówienie wizyty. Już na 12 grudnia. A potem lekarz zadecyduje. Wizytę zarezerwowała.

      Podpowiedziała jednak, że jak V. zmieni to skierowanie i przyjedzie następnego dnia rano to ząb usuną..

      Wróciliśmy do rodzinnego. Zmieniliśmy skierowanie.

      Dzisiaj wcześnie rano pojechaliśmy do szpitala. Skierowanie zabrano a po godzinnym oczekiwaniu V. wszedł do gabinetu. Otworzyłam Kindle i zaraz zamknęłam, bo okazało się, że ząb a właściwie, to co z niego zostało usuną mu 22 stycznia. V. z pianą na ustach wyszedł, ale nie odpuścił  i z tym nowym skierowaniem zszedł do ambulatorium. I tam o dziwo to skierowanie zadziałało i ząb odszedł w niebyt.

      Jeszcze z bolącą paszczęką odwołał tę styczniową  wizytę.

      A potem korzystając ze znieczulenia zahaczył w drodze powrotnej o targ. Pchli jednak dziś nie dojechał. Nawet coś tam zjadł. Ten ma zdrowie. Ja po ekstrakcji całe popołudnie  leżałam. On w pełni sił tylko teraz zmierzły jako ten "stary kapeć:". Nawet spacer poobiedni musiałam odbyć.

      Może wieczorem padnie. I będzie trochę spokoju.

      A w ogóle to jednak Mikołaj mnie znalazł. Od koleżanki wirtualnej z Londynu przypłynęły dwa łabędzie do kolekcji.IMG_8526

      Możecie sobie wyobrazić jak się ucieszyłam.

      Nawet humory V. nie mogą mi mojego humoru zepsuć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli grudniowe 7.12.2018 r.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      piątek, 07 grudnia 2018 14:58
  • czwartek, 06 grudnia 2018
    • Myśli grudniowe 6.12.2018 r.

      Kłębią mi się w głowie przeróżne. Od wspomnień mikołajowych po różne zawiłości językowe i niebezpieczną Italię. Wszystko przeplata się z dzisiejszym pobytem w Ascoli i ostatnią pchlą porcelaną.

      Mikołaj o mnie nie pamiętał. Trudno. Skoro zakwalifikował mnie we włoską nację( bez mojej zgody) poczekam na Befamę. :)

      Jak już tak o tych różnych zawiłościach językowych włoskich piszę, to jeszcze jedna "zagwozdka". Otóż ciągle mam problemy z rodzajami. W języku włoskim są dwa: męski i żeński. Ale przed rzeczownikami stoją rodzajniki i one mają sygnalizować jaki to rodzaj. Powinno się ich używać w mowie również. Tymczasem Włosi idą na skróty i nie często mówią poprawnie. Jeżeli słowo kończy się na " a" nie ma problemu. Rodzaj żeński. Ale już kiedy kończy się na " e" i nie ma przed nim rodzajnika dla mnie " mogiła". Tym bardziej jeżeli  słowo jest w  naszym języku innego rodzaju. Na przykład " kawa" . U nas rodzaj żeński a u Włochów "męski". il caffe'. To " il" zawiadamia właśnie o tym.

      Wczoraj V. przyczepił się do mnie, bo źle powiedziałam:

      - Carne non buno. A nie " carne non buona". 

      Bo u nich mięso jest rodzaju żeńskiego.  Co się nasłuchałam, to moje. Że przez to czytanie i pisanie po polsku mówię coraz gorzej.  A ja rzeczywiście nie mam zafiksowanego w pamięci mięsa włoskiego :) jako rodzaju żeńskiego. Jakoś nie widziałam ( a ja jestem wzrokowcem) " la carne" . Teraz już zapamiętam do końca życia :)

      Znowu tragedia w Italii. Kolejny, bo nie pierwszy w ostatnim czasie wybuch autocysterny gazu na stacji benzynowej. 2 ofiary śmiertelne i aż 18 osób rannych. To chyba znów świadczy o braku bezpieczeństwa i niefrasobliwości Włochów. A ile jest pomniejszych wypadków i to śmiertelnych przy pracy. Zgroza.

      Dzisiaj byliśmy w Ascoli, bo sporo spraw się nazbierało. Tylko w sprawie mieszkania nic nie ruszyliśmy, bo szef Obrony Cywilnej na urlopie a nasz inżynier miał śmierć w rodzinie. Za to przeszliśmy w Ascoli według mojego krokomierza ponad 6.000 kroków. I zrobiłam sobie serię z ulubionego punktu na moście.IMG_8520

      IMG_8521

      IMG_8517

      IMG_8519 Dawno tu nie gościło Ascoli.IMG_8522

      IMG_8523

      IMG_8524

      IMG_8525

      Monte Vettore w śniegu. Jeszcze takie sympatyczne okno widziałam.IMG_8515

      I pozostała mi porcelana. :) We wtorek załamałam się i kupiłam większy przedmiot. Wazon na kwiaty,IMG_8502 bardzo stylowy i staroświecki.IMG_85031 Chińską czareczkę do kompletu kieliszków jajkowych.IMG_85051

      IMG_85041 i śliczny pojemniczekIMG_85091

      IMG_85081 z ulubionegoIMG_85071I tak z bólem serca zostawiłam spory pojemnik tej firmy. Kto wie... jak nikt nie kupił, może się załamię.

      I aż tyle myśli mi się kłębiło dzisiaj.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli grudniowe 6.12.2018 r.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 grudnia 2018 15:06
  • środa, 05 grudnia 2018
    • Myśli grudniowe 5.12,2018 r.

      Myślę sobie o tym jak bardzo ważna jest dykcja. Szczególnie dla nas cudzoziemców. Przydarzyła mi się zabawna historia podczas szukania przeboju bożonarodzeniowym o którym pisałam. Żeby go znależć na you tube musiałam wpisać jakiś fragment tekstu. Najlepiej refrenu. Nie mam najgorszego słuchu językowego i muzycznego więc kiedy w radio usłyszałam tę piosenkę wytężyłam tenże słuch. Słyszę:

      - Ti   a  ... i jakieś słowo kończące się na... "to". Czyli : "Ti...a..to", a potem już normalnie Natale.

      To słowu kończące się na " to" brzmiało mi jak " vento"- wiatr,  wobec tego to pierwsze " ti...a " dorobiłam " tira".

      Bo jak " vento" - wiatr, to "tira " wieje. I tak powstały moje słowa: " Tira vento di Natale" czyli "Wieje wiatr bożonarodzeniowy". Bardzo mi się taki tytuł podobał.

      I zaczęłam szukać. Wpisałam i na you tube otworzyło mi sporo piosenek, ale żadna nie była tą. Co prawda osobisty mówił, że tam słychać il Natale a nie di Natale, ale reszty nie prostował. Na szczęście z pomocą pośpieszyła telewizja. Jak lansować to lansować. Słucham a tam brzmi znajoma melodia a wtóruje jej wywiad z Raffaellą Carra, która nagrała ten singiel.

      To już było coś. Po Raffaelli trafiłam na jej piosenki. Dwie pierwsze to było Boże Narodzenie ale z 2013 roku. Trzecia miała tytuł nic mi nie mówiący " Chi h'a detto". Ale to był rok 2018 i gwiazdka na początku. Słucham . Bingo. A tytuł? " Kto powiedział". I co to ma do mojego wiatru.?

      Jak sprawdzać to sprawdzać. Poszukałam tekstu. Refren brzmi:

      - : Kto powiedział, że Boże Narodzenie pozostaje zawsze takie samo". A skąd mój wiatr"?

      Otóż " Chi h'a detto" fonetycznie brzmi " Ki a detto". Ja słyszałam nie " ki" a "ti" ... " a" w porządku. A potem to detTO tylko końcówkę. Czyli " ti...a..    TO" ze wskazaniem na "vento| a nie "detto". I tak powstał mój własny tytuł popularnego juz przeboju. Bo dziś na targu w Martinsicuro grany b ył bez ustanku

      A teraz kolejna fonetyczna historyjka tym razem na szczęście nie ze mną w roli głównej.

      Było to w początkach mojej pracy w Ancarano. W języku Dantego poruszałam się w obrębie prostych zdań. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie moja znajoma pracująca na północy:

      - Lucia, czy w Italii są pelikany? - Zdziwiłam się, ale mówię:

      - Są.

      - A co one jedzą. - Pyta znajoma.

      - Ryby chyba, jak i nasze. A co ci z tymi pelikanami. - Pytam:

      - A bo wiesz, rodzina gdzie pracuję wyjechała i kazała mi dać jeść pelikanom. A ja ich nie widzę.

      Zatkało mnie. - Pytam:

      - Mają pelikany?.

      - No nie wiem, obeszłam całe gospodarstwo i nic takiego nie widzę. Jeszcze z głodu padną.

      Zadumałam się. O hodowli strusi wiedziałam, ale żeby pelikany. - Mówię:

      - Ty słuchaj a może to jakiś rodzaj kaczek, gęsi zwany pelikanami. Moja babcia sprowadziła gęsi zwane emdejskie. Pooglądaj a ja się popytam.

      Pytałam kogo mogłam. Znajome Włoszki patrzyły dziwnie kiedy podawałam zestaw pytań o pelikany. Aż wreszcie moja przyjaciółka, któta siedziała kilka lat w Italii powiedziała:

      - Lucia a może jedzenie dla psów?

      - No coś ty, ona chyba psa od pelikana rozróżnia.

      - A mnie się wydaje, że źle usłyszała. Oni jej powiedzieli " per i cani" ( per i kani  co brzmi perikani) i ona usłyszała " pelikany".

      I oczywiście miała rację.

      A morał?

      Moja babcia w takich sytuacjach mówiła:

      - " Głuchy jak nie dosłyszy, to sobie dorobi".

      A piosenkę zgodnie z obietnicą usłyszycie 8 grudnia. :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli grudniowe 5.12,2018 r. ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      środa, 05 grudnia 2018 14:29
  • wtorek, 04 grudnia 2018
    • Myśli grudniowe 4.12.2018 r.

      Data dla mnie specjalna. A szczególnie od czasów mojego zakorzenienia na Śląsku. Barbórka. Patronka górników i ciężkiej artylerii. W Italii dodatkowo patronuje strażakom i elektrykom. Wspominałam Barbórkę wielokrotnie więc dziś jedynie życzenia dla Wszystkich Barbar odwiedzających mój blog. I w prezencie piosenka z tej okazji. Sam Zbigniew Wodecki :)

      Niech Wam się szczęści i niech czuwa nad Wami Wasza Patronka Święta Barbara.

      Moje dzisiejsze myśli zajmuje też  wycieczka do Candelara. Niewielka miejscowość w Marche. Ale jakże słynna z czarodziejskiej( he he nie użyłam słowa magicznej) atmosfery.

      Legenda głosi, że kiedy szukano miejsca na osiedlenie zapalono na trzech wzgórzach świece szukając miejsca, gdzie będą się palić bez przeszkód. I tu właśnie powstała Candelara. W herbie ma właśnie te 3 wzgórza.260427_215936431772903_6357846_nDodatkowo jeszcze znalazłam w Internecie takie zdjęcie.10624941_864077683625438_4914936233749583195_nW Candelara można kupić podobno najpiękniejsze świece na świecie. Zobaczę to uwierzę. Poza tym Candelara słynie z dwutygodniowego targu bożonarodzeniowego. Ma on jedną  charakterystyczną cechę. Otóż od 8 grudnia począwszy codziennie dwa razy o godzinie. 17.30 i 18. 30 wyłączany jest prąd na 15 minut i wszystko oświetlane jest świecami. Plus świece w rękach  ludzi. Podobno niesamowity widok. Zobaczę to opowiem. :)

      Candelara . Nazwa pochodzi od słowa " candela" świeca. I wszystko jasne.

      A teraz okazało się, że jedziemy do Ascoli. To do jutra.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli grudniowe 4.12.2018 r. ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 grudnia 2018 12:54
  • poniedziałek, 03 grudnia 2018
    • Myśli grudniowe 3.12.2018 r

      " Syty głodnego nie zrozumie". To w kontekście zimna. Wczoraj nie dość, że temperatura na dworze była pełna przenikliwego zimnego wiatru, o czym niech świadczy fakt, że osobisty Włoch zasunął kurtkę. I co dziwne zauważył, że w pokoju jest chłodno. Nie protestował kiedy założyłam dodatkowy koc uwzględniając jego połowę łóżka. Rankiem ubrana cebulowo i termicznie wyszłam na spacer. A tu jak nie ni z gruszki ni z pietruszki okazało się, że temperatura wzrosła o minimum 10 stopni. Szok termiczny w stronę przeciwną.
      Jednak jako, że dzień krótki żadnych warstw odzienia nie mam zamiaru zdjąć.
      Już wolę, żeby mi było za ciepło.
      Z wiadomości dobrych, to ta, że została zapłacona wycieczka w niedzielę do Candelary. Jutro mam zamiar o niej opowiedzieć. Dodatkowo obiad w San Marino. Szkoda, że nie zwiedzimy Urbino, które jest niedaleko. A jest co zobaczyć.
      W radiu i tv króluje od kilku dni nowa włoska piosenka bożonarodzeniowa. A nie mają ich oni za wiele. Podpierają się hitami amerykańskimi i " Cichą nocą". Ta najnowsza jest bardzo melodyjna. Jednak jeszcze jej nie odkryłam na wszechwiedzącym you tube.

      A nawet jak ją znajdę, to dam wam ją posłuchać 8 grudnia, kiedy to w Italii zapalą się światełka świąteczne , a we włoskich domach stanie szopka.

      Za to tak wygląda wciąż jesienny ogródek włoski.IMG_8493

      IMG_8492

      IMG_84891Co prawda wystawy świąteczne też minie zatrzymują. Polubiłam tę w zakładzie kosmetycznym. Ma to coś. IMG_8494Jakąś tajemnicę.IMG_8495Wystawa jest oświetlona bardzo dyskretnym złotym światłem. Stąd zdjęcia nie oddają jej klimatu.

      Jutro kolejne moje myśli. Bardzo wygodne dla mnie te " Myśli grudniowe". Nie muszę się męczyć wymyślaniem tytułów. Ale styczniowych w tej formie nie będzie. :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli grudniowe 3.12.2018 r”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 grudnia 2018 14:12
  • niedziela, 02 grudnia 2018
    • Myśli grudniowe 2.12.2018 r.

      Powinnam zacząć " za moich czasów"... Ale ponieważ uważam, że te czasy są w dalszym ciągu  moimi, to zacznę:

      Za moich wczesnych czasów Boże Narodzenie nie było poprzedzane tymi wszystkimi reklamami... które mają według nich tworzyć" magiczną atmosferę". Wtedy w telewizji była jedyna reklama " Pusakolep"

      O wprowadzeniu w magiczny nastrój trudno ją posądzać.

      Osobisty wczoraj wydyszał pretensje do świata i wrócił dziś do normalności. Ja zgodnie z postanowieniem wybyłam popołudniem i poszłam umyć głowę do fryzjera. Za jedyne 18 euro. Jak szaleć to szaleć. Dziś obudziło mnie w pokoju zimno. Szlag by to trafił. Znów jestem w charakterze znajomej " baby syberyjskiej". Wstałam wcześnie a za mną i V., który co prawda nie narzekał ale chyba dlatego, że mu język zamarzł. Już o dziewiątej wyewakuowaliśmy się z pokoju.

      Na dworze 8 stopni, które teraz na szczęście wzrosły do 13 i to spowodowały falangi spacerujących po Lungomare. Chcieliśmy zajrzeć do Muzeum Amfor jednak otwierali o dziesiątej I tak znaleźliśmy się w supermercato powitani " magiczną atmosferą" i " Białym Bożym Narodzeniem" z głośników.

      Oferta ofertą poganiała. Osobisty dał się wkręcić w ofertę makaronu. Za jedyne 0,39 pół kilograma niezbędnika włoskiego. Ponieważ nam niestety by się nie przydał, bo nie znamy dnia ani godziny, a zapasy na wypadek wojny rozdaliśmy dwa lata temu, to postanowił uszczęśliwić swoją opuszczoną wiele wiele lat temu rodzinę.

      Kupił 6 kilogramów wszelakiego rodzaju. Jeżeli komuś się wydaje, że to jakaś spora ilość to donoszę, że wedlug mojego przelicznika na 5 osobową rodzinę z dwoma mężczyznami wystarczy to na 10 obiadów.

      I podczas tych zakupów czas niestety nie poczekał i po wypiciu kawy zabrakło go na Muzeum. Trzeba było wracać do hotelu. Spróbujemy po przerwie na codzienny przepraszam niedzielny makaron.

      Jutro kolejne grudniowe myśli. :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Myśli grudniowe 2.12.2018 r.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 grudnia 2018 12:23